Witam wszystkich.
Skoro doszliśmy do tego tematu i na tym forum oznacza, że nie jest dobrze.
Jestem w trudnej sytuacji, ale w odróżnieniu do wielu piszących na forach internetowych nie zamierzam płakać, prosić o pomoc (przynajmniej w miejscu, gdzie wszyscy o nią proszą, a korzystają z tego lichwiarze). Jestem w totalnym szambie.
Nie będę jednak opisywał swojej sytuacji, bo kogo to obchodzi... Nie to mnie frustruje. Mam duże dochody i spokojnie mógłbym żyć odkładając pieniądze na złe czasy spłacając to co pożyczyłem gdyby nie.....
Czy polskie banki wpakowały nas w pułapkę, szambo, sytuację bez wyjścia ?
Otóż NIE. Każdy bank, sąd arbitrażowy i inne instytucje, które działają w tym obszarze tego nie powiedzą.
Natomiast każdy nam powie, że kredyty, karty kredytowe są dla ludzi (jak to sprawnie określają) rozsądnych. Każdy więc z nas jest „głupkiem” (i bynajmniej nie chcę nikogo obrazić)
Mechanizm kredytu.
Niech każdy z nas pomyśli teraz w jaki sposób zaciągał pierwszy kredyt, potem drugi, potem trzeci itd….
Czy nie były to sytuacje, kiedy rumieńce wypalały nam policzki, wizja nowego samochodu przesłaniania zdrowy rozsądek a deweloper straszył, że to jest ostatnie mieszkanie w tym cudownym osiedlu…?????
Jestem przekonany, że tak.
Banki z naturalnego powodu i swojej misji działania pożyczane nam pieniądze traktują jak towar, który trzeba sprzedać i „zapomnieć”. W wielu przypadkach sprzedawcy kredytów proponują „cudowne” rozwiązania – naciągane w sposób „prawie legalny” po to, aby wymagane procedury uzyskania pieniędzy zostały spełnione. Nikogo nie interesuje co zrobisz później. Liczy się prowizja i zmylenie działu ryzyka w banku, żebyś był „szczęśliwy”
Ok. Każdy ma swój rozum, a kredyty, powtórzę są dla rozsądnych i przewidujących.
Mechanizmy przydzielania i reklamowania kredytów są banalnie proste.
Psychologia… (wiem coś o tym.. proszę mi wierzyć i nie jestem psychologiem).
Banki wykorzystują nasze zarumienione policzki, chęć kupowania, zadawalania swoich najprostszych mechanizmów, roztrzęsiony wzrok wpatrzony w cudowny produkt. Niby nie ma w tym nic złego…choć uważam, że jest to nieetyczne z jednego przynajmniej powodu..
Dlaczego nie istnieje w Polsce prawo / instytucja, która w legalny i ludzki sposób jest w stanie ogarnąć coraz większą rzeszą ludzi z kłopotami finansowymi. Pomyślcie drodzy Państwo. To tak jakbyśmy kupili samochód za duże pieniądze bez możliwości serwisu czy gwarancji.
Dla tych, którzy mają złudzenia.
BIK – cudowne dziecko naszego systemu. Komu pomaga? Oczywiście bankom.
A złudzenia? Jeśli masz choćby jedno opóźnienie przekraczające 90 dni (nawet na kwotę 100 zł), bo np. spłaciłeś kredyt i bank nie powiadomił Cię o jakiejś końcówce, bądź ją zlekcoważyłeś… NIE MASZ SZANS NA NIC. A jeśli do tego jeszcze jesteś w kłopotach wymagających konsolidacji ZOSTAŁEŚ ODRZUCONY ZE SPOŁECZEŃSTWA.
Żaden bank nie będzie z Tobą rozmawiał. Komornicy wejdą na „kark” i koniec.
Do czego służy więc BIK?. Służy do „odsiewu” ludzi ze wszystkimi historiami życiowymi wymagającymi „serwisu” czy „gwarancji” w trakcie spłacania kredytów, których nasze państwo nie przewidziało, nie zagwarantowało w tej cudownie kwitnącej gospodarce.
Tak. Jesteśmy „odrzuceni”.
Ostatnio przeczytałem niesamowicie „błyskotliwą” wypowiedź (jej zapis z czatu gazety.pl) Pana Wiesława Wyszogrodzkiego prezesa Biura Informacji Kredytowej.
Nie komentując jej elokwencji szanowny Pan prezes radzi:
Pytanie internauty: Od czego zacząć w przypadku braku zdolności kredytowej, żeby bank nie zabrał mi mieszkania, bo to jedyne, co mam?
Odpowiedź Pana prezesa: Szukać pozabankowych legalnych źródeł gotówki.
No i wszystko jasne? Prawda? Legalne pozabankowe źródła gotówki to takie instytucje, które zgodnie z ustawą antylichwiarską pożyczają nam pieniądze na „specjalnych” warunkach i przeważnie na krótkie terminy.
Pełny link do tego cuda: http://czat.gazeta.pl/czat/1,48880,749588.html
Łza kręci mi się w oku , bo mam stałą pracę, dobre stanowisko od wielu lat, zarabiam dużo, mam nowe mieszkanie, które może być zabezpieczeniem i nie mam szans na to, by zmienić swoją sytuację. Wystarczyłby jeden kredyt konsolidacyjny z ratą 3000 i mógłbym jeszcze oszczędzać na starość…ale NIE…bo jestem „odrzucony” a biku istnieje historia, która powstała w chwilach trudnych i dawno jest już nieaktualna.
Chce mi się płakać kiedy patrzę na moją Żonę, która jest taka smutna. …
Ciągle jednak jestem wierny swojej życiowej idei: Tylko ze śmiercią nie da się dyskutować.
Nigdy się nie poddam i chciałbym „zarazić” taką postawą wielu, którzy się poddali.
Ludzie zdesperowani są gotowi wykrzesać z siebie wiele ….
Jestem przekonany, że wśród nas „odrzuconych” jest wielu wykształconych, uczciwych ludzi, którym w życiu się nie powiodło.
Jestem przekonany, że nas „odrzuconych” jest kilkaset tysięcy…. Czyli stanowimy siłę, którą pewnie zajmie się kiedyś jakiś poseł przed wyborami.
Motto: jeśli ktoś z Państwa chce walczyć o siebie piszcie do mnie..
adres: maila.napisz@gmail.com
Jeśli listów będzie dużo założę fundację, stowarzyszenie…Zacznę od strony internetowej, gdzie zbierzemy swoje siły, będziemy pisać listy otwarte i karcić instytucje, które nas lekceważą. Pokażmy się… załóżmy swój interes, firmę…zróbmy coś najpierw ze sobą potem z naszą sytuacją. Nie bądźmy „skamlaczami” proszącymi w pustym forum o pomoc. Wykorzystajmy swoją desperację aby tych, których jest zdecydowanie więcej na tym forum w wątku: jaki kredyt wziąć? ostrzec przed psychologią kredytu.
Piszcie o pomysłach wariantach o wszystkim co wam ulży duchowo i co może pomóc w naszej sytuacji. Jest nas wielu….
Pozdrawiam



