|
Bat na nieuczciwych autohandlarzy! |
Bat na nieuczciwych autohandlarzy!
Posty: 26
• Strona 1 z 2 • 1, 2
Biznes Forum
‹ Biznes, Dotacje z UP i UE
‹ Pomysł na biznes
Autor
Wiadomość
Witam! Ostatnio znajomy zaprezentował mi swój pomysł na biznes- certyfikacja sprowadzonych aut. Otóż wszyscy wiemy, jakiego typu "przewałki" dzieją się na rynku używanych aut sprowadzonych z zagranicy- nagminnie cofane liczniki, podrabiane książki serwisowe, składanie aut z dwóch połówek itp. Więc idea jest taka, żeby wprowadzić coś na styl certyfikatów poświadczających dobry stan techniczny aut, ich autentyczny przebieg, autentyczność książki serwisowej itd. Koszt takiego certyfikatu wynosił by ok. 200-300zł. Klient miałby pewność, że kupuje dobre auto, a nie podpicowanego "trupa". Uczciwy handlarz (są jeszcze tacy!) zaś miałby większą szansę sprzedać takie auto szybciej i za wyższą cenę. Korzyści więc oczywiste. Działalność byłaby oczywiście prowadzona w całej Polsce. Ponieważ dostałem propozycję współuczestnictwa w tym przedsięwzięciu robię pierwsze badania rynku- co o tym myślą osoby zajmujące się autohandlem?
Sam pomysł fajny ale jak by się to miało odbywać. Handlarz sprowadził auto i zgłasza się do ciebie po certyfikat a w jaki sposób ty sprawdzisz przebieg, i inne rzeczy, które będą poświadczone certyfikatem.
A w jaki sposób chcesz sprawdzić rzeczywisty stan licznika aut ? w niektorych przypadkach, gdy licznik jest elektryczny, jest to teoretycznie niemożliwe, można probować sprawdzić stan "zużycia" silnika, ale to nie daje pewności. A wady zawsze mogą być ukryte i nie koniecznie wyją za pierwszym razem, więc musiałbyś być ubezpieczony od takich wybryków.
Sprawdzenie autentyczności przebiegu jest jak najbardziej możliwe, nie mówmy że nie. Ale tylko i wyłącznie wtedy jeśli mamy do czynienia z samochodami serwisowanymi w autoryzowanych serwisach.
Sporo marek udostępnia dane na całą Europę. Np jeśli auto z kocernu VAG (Audi/VW/Seat/Skoda) były serwisowane czy to we Francji, Belgii czy Niemczech to całą historię tych aut można odtworzyć przez podanie numeru VIN w serwisie polskim. Tylko że taki bonus kosztuje około 70 zł w serwisie Audi/VW. Co do bez wypadkowości to posługując się dobrym testerem grubości lakieru również można to określić. Szczerze mówiąc pomysł jest dobry, bo orientuje się co dzieje się u polskich handlarzy w garażu i co proponują później na allegro... Problem tylko w tym że nikt nie będzie pewien czy ten certyfikat autentyczności auta wydawany przez Waszą firmę to nie jest (za przeproszeniem ;) ) zwykła lipa. Bo musielibyście być na rynku ładnych parę lat żeby Was o to nie posądzano. Chyba że myśleliście już nad rozwiązaniem tej sprawy ? Poza tym odliczając te kilkadziesiąt złotych na sprawdzenie Vinu jakie musicie zapłacić w danym serwisie i dojazdy do poszczególnych aut to 200 zł za całą inspekcję to nie jest aż tak duży zarobek. Wydruk autentyczności przebiegu określonego po numerze VIN można zażyczyć sobie w serwisie więc to też byłby plus no i jakiś dowód na to że naprawdę sprawdzaliście auto, ale ogólnie nie wiem czy ja uwierzyłbym że auto jest naprawdę bezwypadkowe i w bardzo dobrym stanie jeśli zobaczyłbym tylko Wasz certyfikat ;) Ale szczerze mówiąc pomysł jest bardzo ciekawy. Bo na chwile obecną kupić używane pewne auto w Polsce jest niesamowicie trudno. Proszę o odpowiedź bo jestem ciekawy rozwiązań. Pozdrawiam ;-)
Super sprawa ale podzielam obawy wyżej już przedstawione. W jaki sposób jesteś w stanie zagwarantować, że na 100 % auto jest sprawdzone idealnie ? Poza tym jest jeszcze inny problem. Poza mechanicznymi wadami auta mogą mieć wady prawne. Jakiś czas temu nawet o tym pisali, że trzeba uważać na auta z Hiszpanii bo czasami figurują jako zastawy/poręczenia a, że tam jest to wpisywane tylko w odpowiedniku naszych wydziałów komunikacji i trudno się do tego dokopać - auta takie bywają sprzedawane i zdarzają się sytuacje, ze hiszpański komornik zapuka do naszych drzwi z żądaniem wydania auta. Czy i przed takim czymś owe centrum miałoby chronić ? Co powiesz autko jest ok tylko, że może być kradzione ale tego to ja już nie wiem ? To już lepiej zabrać ze sobą zaufanego mechanika lub zlecić przegląd auta przed zakupem w najbliższym ASO. Z tego co wiem przegląd w ASO taki przed sprzedażowy to koszt ok 800 zł a i tak nie są w stanie wszystkiego wychwycić. A co w przypadku gdyby jednak pomimo przeglądu, i certyfikatu, okazało się że auto ma coś nie tak ? Czy takie centrum zwraca kasę i bierze sobie auto czy tylko można byłoby na jego koszt naprawić dana usterkę ? I jak zabezpieczyć się przed fałszowaniem owych certyfikatów, bo handlarze nieuczciwi mogą chcieć takie numery robić.
Sorry ale jakoś mi się to wydaje zbyt piękne i zbyt tanie aby było prawdziwe. Ale jak masz pomysł w jaki sposób walczyć skutecznie z pomysłowością naszych rodzimych oszustów samochodowych to masz zbyt na swoje usługi gwarantowany. Aha i ja bym zrobił to trochę inaczej: to nie handlarz czy sprzedający powinien zlecać taką usługę tylko klient - kupujący. W takim przypadku zaufanie klienta do takiego centrum wzrasta bo w przeciwnym wypadku klient może mieć wrażenie ze sprzedający dogadał się wcześniej z osoba wystawiającą certyfikat i nie będzie mu ufał. Bo na zaufanie jakoś trzeba zapracować. A takiej firmie prywatnej nawet z wieloma oddziałami nie zawsze można ufać.
Ja przed sprzedażą na stacji diagnostycznej sprawdziłem swój pojazd za 20zł. Nie chciałem oszukać przyszłego nabywcy a w przydomowym garażu trudno wszystko wyłapać. Jeśli auto było serwisowane wiele informacji można uzyskać w ASO podając nr VIN. Trzeba być niezłym specjalistą żeby bez odpowiedniego sprzętu określić faktyczny stan pojazdu i jeszcze to certyfikować. Znam gościa który sprowadza z Niemiec takie wraki że czasem trudno mi rozpoznać markę. Najciekawsze że po remoncie czujnik lakieru nic nie pokazuje:) i klient myśli że kupuje super bezwypadkowe auto z garażu od emerytowanego lekarza lub prawnika:) Cała sztuczka polega na skrobaniu malowanych elementów do gołej blachy, łącznie z fabrycznymi zabezpieczeniami i ponownym malowaniu. Czujnik nic nie pokaże a za rok na 2 letnim audi są wypryski jak na 10 letniej astrze:)
Pomysł jest naprawdę ciekawy. Ale namiastkę tego pomysłu stosują niektóre salony samochodowe przy sprzedaży używanych aut klientów, którzy je zostawili zostawili w rozliczeniu przy zakupie nowego. Obawiam się, że ten pomysł zostałby szybko zniszczony przez kombinatorów tej branży, handlarzy lewych składaków, topielców czy po prostu powypadkowych wraków.
Kilka lat temu kupiłem audika - była taka sieć - "Gepard, samochody bez ryzyka. Auto miało sprawdzone blachę (aluminium), silnik, zawieszenie, lakier i kilka innych rzeczy. Byłem zadowolony naprawdę. Oprócz awarii wycieraczek i innej pierdoły, auto było naprawdę zbadane. Inna sprawa, że po dwóch latach strzeliła mi turbina :) Ale fakt, dzisiaj kupować auto to naprawdę istna partyzantka. Poza tym Radiesteta to genialnie opisał. Ale może z tym pomysłem skupić się na kompleksowej gwarancji, a na cząstkowej, np. gwarancja od kradzieży czy powodzi? To nie było by głupie - tako se pomyslałem
Witam i dziękuję za wypowiedzi! Zdaję sobie sprawę, że takie przedsięwzięcie to nie jest otworzenie budki z kebabem. Głównym problemem jest tutaj właśnie zdobycie rozpoznawalnej marki, która zapewni ludziom pewność kupienia dobrego auta, a handlarzom jego szybszą sprzedaż za wyższą cenę. Wady prawne powinny być oczywiście objęte certyfikatem. Można oczywiście jechać do stacji i zrobić przegląd na własna rękę, ale jaka jest tego wiarygodność dla potencjalnego klienta...? Właśnie o tę wiarygodność tutaj chodzi. Co do sprzętu- no tutaj bez odpowiednich inwestycji by się nie obyło. Usługa byłaby oczywiście dostępna również dla klientów prywatnych- nie tylko dla handlarzy. Każdy mógłby sprawdzić auto, które sobie upatrzył. Przy okazji można byłoby stworzyć bazę "szrotów", których absolutnie nie warto kupować.
Na obecną chwilę to jest jedna z pewniejszych metod sprawdzania auta. Zwłaszcza, gdy to klient a nie sprzedający wybiera ów warsztat np ASO. Jestem ze Śląska więc mamy tutaj sporo ASO reprezentujące prawie wszystkie dostępne na rynku marki, i co ważne, więcej niż 1 dealer reprezentuje na niewielkim obszarze konkretną markę. Jest zatem możliwość wyboru, której oczywiście nie mają mieszkańcy np wschodnich regionów gdzie to zagęszczenie stacji jest dużo mniejsze. Jest też, na podstawie numeru VIN i danych właściciela, możliwość sprawdzenia auta w Centralnym Rejestrze Zastawów w wybranych komendach policji. Procedura niezbyt skomplikowana ale sprawdzanie auta na 2 raty jest uciążliwe. Dlatego połączenie tego w 1 byłoby idealne. Ale jak wspominamy wszyscy musiałbyś wsiąść na siebie odpowiedzialność w przypadku pomyłek i błędów. Dlatego zastanawiam się czy cena,którą proponujesz za usługę jest realna. Moim zdaniem nie bardzo. Bardziej realna byłaby 500-600 zł. Pamiętaj, że musisz auto wsiąść na kanał i wszystko dokładnie sprawdzać. Po ostaniach powodziach wzrośnie też zainteresowanie sprawdzaniem czy auto nie jest popowodziowe. Sądzę, na podstawie realnych przesłanek, że mniej niż 1,5 godziny + kawałek jazdy testowej nie sprawdzisz samochodu.
pomysl jest swietny gozej z realizacja bo jak ktos kupuje auto to pewnie by chcial zabespieczen ze taki certyfikat jest cos wart i np ze samochod sie nie popsuje w ciagu roku a to juz ciezko zapewnic w uzywanym aucie bo moga wtryski lub turbina lub cokolwiek co wydaje sie dobre moze pasc
przebieg to jedna z wazniejszych spraw.
a jesli auto nie bylo serwisowane do konca to pozostaje wrozenie z fusów. aby ludzie do ciebie przyjezdzali to musisz miec ladny lokal z kanalem
Nierealne a dlaczego, ano dlatego że nawet na krajowe auto serwisowane do chwili sprzedaży stemple w książce i jest to diesel przebieg 200kkm przez np.5 lat,kazdy rodzinny "znawca" powie że to zbyt wiele i że on z niemiec to sprowadzi taki sam z przebiegiem 120 kkm:) i napewno nie zapłacą więcej za to że ma jakiś certyfikat. Ostatnio sam byłem świadkiem jak "znawca" z zainteresowaniem studiował książke serwisową 8 letniego sprowadzonego auta z przebiegiem udokumentowanym stemplami i podpisami , oczy mu się świeciły ręce mu się trzęsły pewnie i siusiak z podniecenia stanął jaką to on trafił okazje :) i oczywiście kupili to auto. Tylko jak to możliwe że na każdym stemplu był taki sam podpis i jak to możliwe że 8 letnia książka serwisowa śmierdziała jeszcze farbą i nawet róg nie był zagięty a co mówić o odcisku brudnego palucha :). Tak się potem zastanawiałem czy sprzedający choć odkleił naklejki serwisowe z pod maski :)
Problemem jest u nas kult małego przebiegu. To jeszcze z czasów PRL gdy auto służyło do okazyjnych wyjazdów za miasto, koleje, autobusy i inne środki komunikacji były tanie bo wielu miało 50% zniżki. Auta byłby słabe, mało wytrzymałe. Korki na drogach oglądało się w zachodnich filmach, bo tak mało było aut. Średnia poniżej 1 na rodzinę. No jeszcze były koszmarnie drogie i trudno dostępne.Dziś wszystko jest inne. Kolej droga i chaotyczna, auta zdecydowanie tańsze. W Niemczech czy innych krajach auto jest i było narzędziem. 15-20 tyś/1rok to nie górna granica tylko standardowa norma. Ale dziś auta bez problemu wytrzymują i przebiegi powyżej 500 tyś km. Byle byłby właściwie serwisowane. Większość ludzi tego nie rozumie. Zatem handlarze dostosowują się do rynku. Zamieniają oryginalny przebieg na ulubione do 150 tyś km i śmieją się, że frajerzy kupują. Ja bym, mimo, że jestem laikiem< podejrzanie na auto sprowadzone z taki przebiegiem i np 5 lub więcej lat patrzył. Widać było awaryjne skoro tak mało jeździło.
W temacie piszesz tez ze : Więc idea jest taka, żeby wprowadzić coś na styl certyfikatów poświadczających dobry stan techniczny aut, ich autentyczny przebieg, autentyczność książki serwisowej itd. Dobry stan techniczny auta to na przegladzie w stacji mozna sprawdzic.Co do ksiazki serwisowej nie kazdy samochod posiada.Przebieg na stacji tez mozna sprawdzic jesli sie chce.Zadnej nowosci poza papierkiem nie widze i powiec mi jak sprawdzac wy to chcecie zalozycie pewnei tez cos podbnego do stacji diagnostycznej tylko z inna nazawa wiec zabieg kosmetyczny.Sorki ze bez przecinkow i ą ę itp itd.
Chyba nie do końca. Gdyby tak było to pomysł faktycznie byłby bez sensu. Takie przeglądy bez brania odpowiedzialności wykona każda stacja diagnostyczna. Ale autorowi chodziło chyba właśnie o wystawianie takiego certyfikatu i wzięcie na siebie odpowiedzialności za stan auta po przeglądzie.
Przeczytaj również posty podobne do tematu "Bat na nieuczciwych autohandlarzy!":
Posty: 26
• Strona 1 z 2 • 1, 2
|
|