Witam
Poruszałem już różne wątki na forum, miałem różne plany na nadchodzące lato, doradzałem innym, czytam sporo książek o motywacji itd...Rzeczywistość okazuje się jednak brutalna, nasze marzenia nie zawsze można tak szybko zrealizować jak by się chciało. Wiem że to forum czyta wielu ludzi nie zawsze związanych z biznesem ale ich rady i dobre pomysły mają sens. Jednak do rzeczy. Mieszkamy z żoną na wsi mamy ponad 5 ha ziemi w tym 2 ha lasu, łąki pastwiska jednak nie zajmujemy się rolnictwem. Chowam tylko drób na własny użytek. Jestem nauczycielem a żona pielęgniarką. Planowałem w tym roku otworzyć agroturystykę, bar piwny jednak okazuje się że nic z tego nie będzie bo po prostu brakuje na wszystko pieniędzy. Teoretycznie wszystkiego się dowiedziałem co trzeba pozałatwiać jakie dokumenty potrzebne, pozwolenia, chciałem złożyć wniosek o tworzenie mikroprzedsiębiorstw jednak to wszystko mnie przerosło, zabrakło pieniędzy. Nie wiem co mam teraz robić. Na wiatę do baru mam kupione drewno, porobiłem stoliki i ławki chciałem jeszcze kupić kiosk w którym by było piwo ale...Do agroturystyki mam tylko naprawdę piękny teren, staw z rybami, wiatę, miejsce na ognisko doprowadzony prąd oraz wodę, boisko do gry w siatkówkę. Myślę że trzeba jeszcze postawić ubikację. Chciałem założyć skromną stronę internetową i zaoferować to co mam ale...wszystko kosztuje. Muszę dodać że robię bardzo dobre swojskie wędliny, szynke, kaszanke no i napoje wyskokowe. Każdy doradza masz fajny teren sprowadź warszawiaków. Ten słyszał to tamten to...wszyscy tylko doradzają Moja żona ma ciągle do mnie pretensje że za ostanie pieniądze kupiłem materiał na wiaty na stoliki itd...Sam wszystko potrafię zrobić ale z czegoś trzeba to zrobić. Wszystkim naopowiadałem co tu u nas będzie, rzeczywiście jest to moja przywara której nie potrafię się pozbyć, sam sobie tłumaczę że to mnie mobilizuje ale jest to nieprawda.W tej chwili jest bardzo zimno i pada deszcz, jest to dla mnie zbawienne bo każdemu kto mnie pyta ,,jak tam idzie z budową baru'' odpowiadam że jest zła pogoda i na razie nic nie robię, ale co będzie jak przyjdzie piękna pogoda. Dzisiaj trafiłem na fajnego posta jak to rolnik narobił swojskiej kiełbasy i pojechał na rynek ją sprzedać, ma coraz więcej zamówień. Myślałem o tym samym ale jeśli na rynku spotkam swojego ucznia to co będzie? Musiałbym jechać gdzieś dalej. Myślałem o wystawieniu wędlin na alegro ale to bez sensu. Nie wiem właściwie dlaczego to piszę ale muszę to komuś powiedzieć. Nie oczekuję że ktoś mi odpisze z jakąś super radą, po prostu muszę. Oglądam oferty agroturystyczne są wspaniałe pokoje, jezioro konie więc sobie myślę że z nimi nie mam szans. Mam całe poddasze wolne można by porobić pokoje ale znowu...Piękny teren, las ale co z tego jak nie mam nawet komu tego pokazać. Nieraz wieczorem idę nad staw, jest cicho gdyż mieszkamy na odludziu, żaby rechocą, ptaki śpiewają coś pięknego mógłbym tak siedzieć całą noc. Współczuję często ludziom z bloków którzy nie znają takiego życia. Jednak moja siostra twierdzi że ona by się nie zamieniła, ma zawsze ciepło blisko do sklepu tylko współczuć, jest mieszczuchem chociaż pochodzimy ze wsi. Zawsze kochałem wieś mieszkamy w miejscu gdzie żyli rodzice mojego ojca. Zawsze lubiłem przyjeżdżać do dziadków właśnie w to miejsce, zawsze chciałem się tu pobudować i tu mieszkać. Coraz częściej myślę że to był znak aby z uporem dążyć do tego, w niemałym trudzie budować dom, że moja podświadomość kazała tu przyjść że muszę czegoś dokonać właśnie tutaj.Kładę się wieczorem spać z myślą że wszystko się ułoży że znajdą się pieniądze na inwestycje że zdarzy się cud. Wszystkie książki motywacyjne Roberta Kiosaki, Roberta Majchera, Mariusza Szuby, Briana Tracy,Kamila Cubulskiego, mam ich sporo zawsze mówią o pozytywnym myśleniu i tak staram się myśleć, ale jak to robić gdy leżą nie zapłacone rachunki. Nieraz nachodzą mnie myśli samobójcze ale to byłoby poddanie się a przede wszystkim krzywda dla tych którzy zostają.
Dobranoc bo zaczynam pisać bzdury





