Witam!
Ja może z innej beczki ale w myśl powiedzenia "Polak madry po szkodzie".
Mam pewien pomysł ale po koleji.
U swojego byłego pracodawcy opracowałem wstepnie (czytaj: nic na papierze) pewną metodę oszczedności kosztownych materiałów używanych w produkcji, w która wtajemniczyłem jedynie szefa. Dość sceptycznie do tego podszedł a wręcz z niechecią. Dałem sobie z tym spokój gdyż ewentualna oferta mogłaby być adresowana do bardzo wąskiej grupy zainteresowanych w naszym kraju. Po kilku miesiacach mnie zwolnił "z przyczyn ekonomicznych". Bardzo mnie to zdziwiło gdyż przepracowałem u niego beż żadnych uwag i problemów prawie 20 lat!
Po kilku miesiacach od kolegów z tejże firmy dowiedziałem się, że "2 inżynierków" z obcej firmy coś kombinuje na moim byłym już stanowisku pracy. Pomijając szczegóły - mój były szef dopracował metodę, którą mu nakreśliłem, wprowadził ją do produkcji i..... opatentował ją. Nie muszę pisać jak się wtedy poczułem! Wg moich pierwotnych i skromnych obliczeń oszczednosci w tej małej firmie mogłyby wynosić min. 30 tys zł miesiecznie! Historię uważam za zamknietą dla mnie, gdyż nie mam żadnych dowodów, że cokolwiek miałem z tym "wynalazkiem" wspólnego.
A teraz sedno sprawy, która nurtuje mnie obecnie.
Chodzi mo po głowie dość odważny pomysł dotyczacy bezpieczeństwa na drodze. Wg moich wstepnych pobieznych informacji pomysł przy dzisiejszym rozwoju technologicznym byłby mozliwy do realizacji.
Niestety mój wkład w jego realizację to jedynie pomysł - nie jestem wykwalifikowanym elektronikiem ani informatykiem aby samodzielnie go zrealizować. A u takich ludzi będę musiał szukać pomocy w realizacji mojego projektu.
W jaki sposób moge sie skutecznie zabezpieczyć przed kradzieżą mojego pomysłu zanim komukolwiek go przedstawię?
Pozdrawiam



