Razem z żona zastanawiamy się nad załozeniem sklepu odzieżowego, a raczej dwóch sklepów-butików w dwóch różnych halach targowych.
Miasto – 250 tys mieszk.
Optymistyczna wersja zakłada, ze oboje dostajemy pozyczki z Urzędu pracy ( po 12 tys)
Srodki wlasne to około 50tys zł
Mamy auto osobowe, które mysle sprzedac i kupic cos większego, może Citroena Berlingo, żeby mieć czym dostarczac towar.
W jednym sklepie miałbym pracowac ja, w drugim zona. Wiadomo, przez 2 lata ZUS duzo niższy.
Ciuchy chce kupowac tradycyjnie jak wiekszosc handlowców: Tuszyn, Rzgów. Choc wiem ze dobrym pomysłem byłoby sprowadzanie bezposrednio z zagranicy, niestety nie mam pojęcia jak znaleźc takie kontakty, sprawdzone kontakty żeby nie wtopic kasy.
Moje pytania są następujące:
1. Jaki obrót miesięczny można uzyskac z takiego jednego boxu w hali targowej?. Box o pow. ok. 15-20m2.
2. Ile srednio może wynosic czynsz za taki lokalik. Na chłopski rozum jak dla mnie to powinno być około 1000zł, no ale może ktos zna dokładne ceny.
3. Czy szwalnie w Polsce sprzedają swoja odzież takim detalistom jakim byłbym ja? Czy może wolą od razu całego tira wysłac do hurtowni i nie bawic się detalem? Może ceny bezposrednio u takiego producenta byłyby bardziej konkurencyjne od hurtowników w Tuszynie, a ciuchy bardziej niepowtarzalne?
4. Moze warto zastanowic sie nad bardziej markową odzieżą, jednoczesnie drozszą?
Jeżeli sa na forum osoby, prowadzące taka działalnosc, proszę o szczerą porade. Będę wdzięczny.
No i ostatnie najwazniejsze pytanie: Czy jest sens, czy to opłacalne, czy da się z tego zyc jak człowiek? Ile srednio myslicie mozna na czysto z tego wyjąc.




