Co o tym myślicie: kazdy kiosk z prasą w 25% zawalony jest czasopismami krzyżówkarskimi. Tak jest od lat, co oznacza, że istnieje klientela. Swoimi drogami dowiedziałem sie, że co miesiąc sprzedaje się ok. 500 000 egzemplarzy z tego segmentu. Jeżeli wiemy, że czytelnictwo prasy to ok. 5 mln stałych nabywców, założyć można, że co 10. czytelnik nabywa szaradkę.
I dalej: uzytkowników PC w naszym kraju jest już ponad 4 mln. Jeżeli przyjęliśmy - dość ryzykownie, że tu również co 10. obywatel lubi szarady, daje to rynek 400 000 osób. Aby nie wpaść w euforię podzielmy tę liczbe przez dziesięć i tak powstałej populacji zaproponujmy co miesiąc płytkę z krzyżówkami interaktywnymi za - powiedzmy - 5,50 zł.
Odliczając zwroty w wysokości 40% i zakładając, że wyprodukowanie płytki to wydatek rzędu 1,40 zł , a my przekazujemy je kolporterowi po 3,30 zł, uzyskujemy zysk brutto 23000 zł. Niesprzedane płytki wstawiamy na stoiska z grami komputerowymi po 2,50 zł, za co inkasujemy kolejne 8000 zł. Tak więc wpada co miesiąc 31000 zł właściwie tylko za 7-10 dni pracy redakcyjnej i jeden dzeń w charakterze kierowcy-spedytora. Co wy na to? (Mam nadzieję, że nie pogubiliście się w tych rachunkach :-)).



