Witam użytkowników w pierwszym poście.
Moi drodzy, jest taka sprawa:
Od 3,5 roku pracuję w pewnej małej firmie komputerowej jako serwisant/sprzedawca. Praktycznie od samego początku pracy, obsługuję też jedną z większych firm w naszym mieście (serwis komputerów, instalacje oprogramowania, nadzór nad materiałami eksploatacyjnymi itp. ). Jeżdżę tam kilka razy w tygodniu - średnio 80 godzin w miesiącu. Dziś jestem na wyjeździe w głównej siedzibie tej firmy w innym mieście i mam okazję porozmawiać z dyrektorem IT na temat pracy w tej firmie... . Pewnie wiadomo dlaczego chciałbym zmienić pracę- lepsza kasa, szkolenia itp... . Poza tym bardzo związałem się z tą firmą- fajni ludzie a i robota ciekawa. Gorzej w mojej macierzystej firmie- 3 szefów, więc wiadomo- jeden mądrzejszy od drugiego. Firma powoli zdycha na lokalnym rynku, a szefostwo zdaję się tego nie zauważać i ciągle stwarza jakieś problemy, a to sobie nawzajem, a to mi. No i pieniądze- od początku ta sama wypłata 1,5k na rekę zł bez praktycznie żadnych premii, które zarabiam jako wykonawca usług w większej firmie. To że drugie tyle, czasem więcej, zarabiam dla firmy serwisując "u siebie" + obsługa sklepu (dbanie o porządek, zamówienia towaru, sprzedaż itp) jest bez znaczenia. Wydaję mi się, że ta większa firma zyskała by bardziej zatrudniając mnie, zamiast płacić mojej firmie za usługi outsoursingowe. Niektórzy pracownicy owej firmy też chcieli by mnie na stałe. Roboty czasem tez jest dużo- gdy jest sezon spędzam tam praktycznie całe miesiące.Znowu jednak wynajęcie firmy zewnętrznej to mniejsze koszty serwisu -brak opłat ZUS itp.
Największym problemem jest to, że jeden z moich szefów do znajomy dyrektora IT tej firmy (stąd ta niby umowa) ;| Obawiam się, że jeśli się nie zgodzi to polecę na bruk...
Pytanie: ryzykować i pójść pogadać z szefem IT ryzykując tym samym utratę roboty ?



