Wyobraźcie sobie ....
Zanim jednak zacznę wyjaśnię niejako z góry: wiem co to jest e-papier i wiem, że do powszechnego korzystania z tego naturalnego wynalazku potrzeba jeszcze sporo czasu i zasobnych kieszeni użytkowników. Teraz mogę zacząć...
Wyobraźcie sobie folię giętką, białą, nieprzezroczystą o grubości odpowiadającej papierowi offsetowemu o gramaturze 100-110 g/m2.
Wyobraźcie sobie, że stosik takiej folii wkładacie do podajnika drukarki laserowej, w której pojemnik toneru jest pusty. Rozpoczynacie druk nie zważając na tę niedogodność. I co się okazuje? Na folii pojawia się druk o rozdzielczości zbliżonej do rozdzielczości fabrycznej urządzenia.
Cud jakiś?
Wyobraźcie sobie, że po przeczytaniu (np. e-booka) stwierdziliście, że nie będziecie go trzymać na półce. Zadrukowaną folię wkładacie do prostego urządzenia zaopatrzonego w dwa wałki i coś jeszcze, przepuszczacie przez nie i folia ... znów jest biała (mimo, że wcześniej staraliście się ją oczyścić przy pomocy mydła i szczoteczki do rąk).
Wyobraźcie sobie, że cykl druku i oczyszczania możecie powtarzać w nieskończoność.
Wyobrażcie sobie radość wszystkich tych, którzy muszą duzo drukować, niekoniecznie ad acta.
Do rzeczy: jak słusznie się zapewne domyśleliście, jestem w posiadaniu takiej folii.
Pracowałem nad pomysłem dwa lata (z przerwami na normalne życie i zaspokajanie potrzeb fizjologicznych). Dlaczego piszę? Bo nie jestem marketingowcem, a Wy ludzie doświadczeni i wygadani. Wypowiedzcie się, co dalej zrobić z tak dobrym początkiem końca ery papieru (i toneru!).
Pozdrawiam.




