no to tak... opisze sytuacje która miała na celu uzyskanie pisemnego zwolnienia z wliczania kosztów wysylki do ryczałtu
dwie panie u których wcześniej byłem, od razu mnie poznały, na wstępie zaznaczyłem że znów chodzi mi o te nieszczęsne koszty wysyłki
w odpowiedzi dostałem że nie mam się co martwić bo nie jest to tak rygorystycznie rozpatrywane, ponieważ koszty wysylki ktore wplaca mi kupujacy i tak musze wydać, czyli można powiedzieć że ich fizycznie nie mam i nie operuje nimi na inne cele...
w dalszej czesci rozmowy poprosilem o pisemna zgode na tego typu dzialania, poniewaz chcialbym sie w razie co zabezpieczyc. Panie troszke sie zaparły i odpowiedzialy że one sa zwyklymi pracownikami urzedu i niestety nie moga wydac mi takiej zgody.
Uprzejmie poprosilem o spotkanie z kierownikiem który już ma prawo do wydania tego pisma.
Nastepnego dnia, po umowionym wczesniej spotkaniu, nakreslilem cala moja sytuacje i mowie ze chcialbys sie zabezpieczyc bo na slowo to w dzisiejszych czasach nic nie mozna zalatwic.
Wytlumaczylem ze jesli np zmieni sie zarzad obecnej placowki lub ktos z gory mnie skontroluje to jednak musze miec tego typu pismo w domu. Po dłuższym gdybaniu nad sprawą kierownik zapowiedział że jednak nie jest w stanie wydac mi takiego dokumentu gdyż nie wie ile jeszcze popracuje na tym stanowisku, a nie chce w takiej sytuacji stawiac swojej glowy jakby cos bylo nie tak
takze wyszedlem, ale sprawy jeszcze nie zamknalem bo z tego co zauwazylem to sami nie wiedzą po co tam siedzą
stwierdzam ze teoretycznie da sie taka zgode uzyskac ale w praktyce kazdy nie chce nadstawiac swojego tyłka


