Mieczysław Wilczek opowiadał, że podczas towarzyskiej rozmowy pewnemu Anglikowi rozwiązał problem jakiejś skomplikowanej syntezy chemicznej. Uczynił to na serwetce. Po jakimś czasie kiedy znow udało mu sie wyjechać za granicę, a były to czasy komuny, spotkała go niespodzianka bo ten anglik zaprosił go na uroczyste wręczenie patentu Shella. Kiedy go przeczytał wzruszył się gdyż ten Anglik podał go jako współautora i podzielił się po połowie prowizją i opłatami licencyjnymi.
Czy w Polsce spotkaliście takiego człowieka który w ten sposób by się zachował? Jeśli tak to proszę o kontakt z nim :D
Ma ktoś pomysł jak, nie będąc wielkim międzynarodowym koncernem, zrobić by wynalazek pracował na wynalazcę a nie na złodziei?




