Witam!
Sprawa wygląda tak - działalność rozpoczałem pod koniec 2005 roku. Jesli chodzi o vat to wybrałem sobie kwartalną formę rozliczeń a co do dochodowego to wtedy znajoma powiedziała mi ze dopóki narastająco nie osiągnę dochodu cos ok 2700zł to nie muszę składać deklaracji co miesiąc tylko złoże na koniec roku. Miesiące upływały a mi się jakoś tak udawało ze nie zbliżyłem się do tej kwoty. Rok 2006 zamknąłem tez kwotą sporo poniżej 2000zł ;) więc też złożyłem deklarację roczną. W 2007 jakoś się tak do tej kwoty już zbliżałem, potem załapałem troche kosztów więc znowu oddaliłem. Jak składałem deklaracje w lipcu za czerwiec to miałem dochodu coś ok 2000tys a teraz siedzę i liczę i wychodzi mi 3347,68. Byłem rano w skarbówce, mówie babce ze jak zaczynałem dziłalność to księgowa mi coś mówiła o tej kwocie dochodu ok 2700 narastająco i składaniu wtedy co miesiąc kwitków a ona do mnie powiedziała coś takiego:
Łapie się pan w najniższym progu dochodu (podała mi cos 43305zł ) a więc robi pan tak. Od przychodu odejmuje koszty i wydatki - wtedy osiągamy dochód. Dochód mnoży pan razy 19% i od tego odejmuje kwotę wolną od podatku czyli 572zł a następnie odejmuje pan składki i wychodzi panu podatek do zapłacenia.
Powiedział mi cos ze od tego roku nie składa się zadnych dokumentów co miesiąc tylko podała mi numer konta gdzie mam wpłacic ewentualny podate jesli wyjdzie mi dodatnia liczba i powiedziała ze na koniec roku złoze dokumenty i tam uwzględnie te wpłacone kwoty...
Zawiesiłem się totalnie i nie wiem czy czegoś nie zdupiłem. Ja od początku tego roku nie rozliczałem kazdego miesiąc osobno według tego wzoru tylko liczyłem narastająco i sumowałem i wydatki i przychody z poprzednich miesięcy i na podstawie tego patrzyłem czy zblizam się do tej kwoty o której mówiła mi kiedys księgowa.....
Boje się ze ktos mnie dobije i powie ze miałem juz cos zapłacic a nie zapłaciłem....ratujcie i wyjasnijcie mi co i jak.... Z góry dzieki za pomoc.



