Starałem się właśnie o dofinansowanie z UP na rozpoczecie działalności. Wpadłem na pomysł, poszedłem do UP i miałem dwa dni na sporządzenie wniosku. No i tak jak przypuszczałem-nie udało się. Potrzebuje ok 3-4 tys aby z działalnością ruszyć. To jest poprostu największe minimum. Wydaje mi się, że to kwota wcale niewielka.
Pracuje od ok 2 lat u swojego ojca w maleńkiej firmie transportowej. Jako że firma mała nie mam jeszcze umowy. Ojciec też od lipca ma zawieszoną działalność.
Pomyślałem, żeby normalnie starać sie o kredyt, wypisać wniosek, żaswiadczenie o dochodach i starać się o kredyt. Chyba jedyną formą sprawdzania wierzytelności jest telefon do firmy, gdzie osoba, która go odbiera potwierdza, że "ta i ta osoba jest zatrudniona od w tedy i w tedy i zarabia tyle i tyle".
Czy może się myle? Jaka jest szansa "wtopy" i jakie mogą być tego konsekwencje?




