Witam, znalazłem się w sytuacji, w której muszę podjąć ciężką decyzję. Jestem młodym człowiekiem (23lat), który kilka lat temu popełnił duży błąd związany z wykształceniem. Po części skuszony dużymi zarobkami, a po części "zachętami" rodziców wybrałem kierunek humanistyczny (prawo), po którym jak się dziś okazuje niewiele mogę osiągnąć bez aplikacji. Jednakże problem nie polega na trudności z nauką i dostaniu się nią , tylko na tym, że uświadomiłem sobie (za późno niestety) że nie jest to coś, co chce robić w życiu. Problem jest również to, że sam właściwie nie wiem czego się "chwycić", choć najchętniej podjąłbym pracę w branży IT, jednakże tu nie mam zbyt wielkiej wiedzy - głównie chodzi o matematykę, przez którą m.in. nie podjąłem się studiowania na kierunku technicznym. Można więc zapytać dlaczego ta branża - głównie dlatego, że z łatwością przychodzi mi opanowanie nowych urządzeń (tylko niestety taką umiejętność ma wiele osób, co właśnie stawia mnie w słabej sytuacji w stosunku do osób z wykształceniem technicznym).
Oczywiście jest to tylko jeden z pomysłów, bo w praktyce właściwie jestem gotowy pracować prawie wszędzie - poczynając od sprzątacza, kierowce, dyrektora, a kończąc na platformie wiertniczej w Norwegii (choć w tym wypadku znów problem jest z wykształceniem technicznym, którego nie posiadam).
Nie proszę was o to byście mi powiedzieli czym mam się zająć, ale czy w takim wieku mogę mieć szanse w zdobyciu porządnej pracy (związanej z technologią i urządzeniami, a nie z pracą typowo papierkową), po której nie będę się zastanawiał, czy w tym miesiącu opłacić rachunki czy może jednak coś zjeść (może tu trochę przesadziłem, ale chciałem podkreślić to o czym piszę) i zarazem stać mnie będzie na dobre życie (takie np. m2 mi wystarczy) bez spłacania kredytu przez 30 lat.
A dlaczego założyłem ten temat w tym dziale. Otóż powiem tak, podejmując próbę przekwalifikowania nęka mnie pytanie o zarobki i sposób w jaki to zrobić. Jednak bez względu, co bym nie robił (medycyny raczej nie skończę, choć z tego co wiem to tu sprawa ma się podobnie) praca za granicą, nawet bardzo ciężka, pozwala na godne życie. Dlatego ciągle się zastanawiam, czy wyjechać i nie próbować szczęścia gdzieś indziej (zwłaszcza, że zawsze mogę wrócić). Jednak gdybym się zdecydował muszę wiedzieć jedną rzecz. Otóż jak pisałem wcześniej mam tylko wykształcenie humanistyczne (co prawda jeszcze bez dyplomu, ale to kwestia czasu, zresztą nie ma to tu znaczenia), a rynkach zagranicznych potrzebują fachowców i w związku z zastanawiam się czy przed wyjazdem zrobić jakieś kursy czy np. szkołę policealną czy też po prostu nie odbyć praktyk/przyuczenia do zawodu przykładowo u mechanik samochodowego, mówiąc krótko czy przekwalifikować się w Polsce czy lepiej by było wyjechać już, załapać jakąś pracę (np. w magazynie)i tam na miejscu robić kursy, szkolenia itd. (pytam tu zarówno pod względem praktycznym, bo jeśli mam zrobić w Polsce kurs który tam do niczego się nie przyda to ...., jak i finansowym - koszty życia w czasie takiej pracy i koszty samego szkolenia, przyuczenia do zawodu i co ważne wzięcie pod uwagę moje lata - no bo cóż, nie mogę się oszukiwać, że zostanę informatykiem, który musi umieć matematykę)?
Na koniec powiem szczerze, wole wsiąść do taksówki i robić to co lubię (kocham jeździć), niż trafić do jakieś urzędu (wiem, nie jest tak łatwo tam trafić - chyba wiadomo o czym mówię), a choć praca ta lekka i przyjemna to wolę jednak się pomęczyć i zapracować uczciwie na pensję (byłem na stażu i widziałem jak to jest) - oczywiście nikogo nie oskarżam ani nie wytykam palcem, żeby sobie nikt nie pomyślał.



