prowadzę firmę od lipca br. W ZUSie złożyłem wszystkie potrzebne druki do poinformowania ich o tym, że otwieram firmę. Wszystko ładnie, pięknie. Wnioski przyjęte i na do widzenia kobieta (bardzo miła) mówi do mnie takie słowa:
"czy zrobił pan ksero, bym mogła je panu podbić?"
Ja zaniosłem się śmiechem, mówiąc:
"a po co mi ksero? Tych dokumentów zgłoszeniowych?"
Ta pani wstała, wzięła moje dokumenty, sama zrobiła ksero i podbiła je pieczątką, że są zgodne z oryginałem i dała datę.
Po miesiąciu (dziś) pojechałem po druki DRA, by je wypełnić i spytać kiedy dostanę legitymację ubezpieczeniową (jako właściciel firmy). A kobieta (inna, równie sympatyczna) wskazującym palcem pokazuje na mnie mówiąc:
"to PAN mi został; wszystkich wprowadziłam do systemu i każdemu wysłałam książeczkę i tylko PAN mi został; KIEDY W KOŃCU DOSTARCZY PAN DOKUMENTY ZGŁOSZENIOWE DO NAS????"
zrobiłem wielkie <wow>
Oczy miałem jak spodki
Okazało się, że moich danych w ogóle nie ma w systemie w ZUSie i taki ktoś jak ja i moja firma nie istnieje! Zaczęliśmy sprawdzać system szukając to po NIPie, to po REGONie. Nic. Nie ma mojej firmy. I co teraz?
Poszedłem do pokoju obok, gdzie zostawia się wszystkie dokumenty i słyszę, że muszę przywieźć ksera z POTWIERDZENIEM stempla z ZUS, że takie dokumenty złożyłem. Jeżeli tego nie zrobię to będzie bardzo nieciekawie ze mną....
Zbaraniałem! Nie wiedziałem, czy dostałem stemple potwierdzające, że złożyłem dokumenty, czy nie. Ostatecznie musiałem pojechać do domu (30km w dwie strony!) i przywieźć te ksera. Okazało się, że miałem postemplowane z potwierdzeniem. To mnie uratowało.
Kończąc - okazało się, że przy wprowadzaniu moich danych padł główny serwer ZUSu w Poznaniu i moje dane zawisły gdzieś w sieci. W Poznaniu byłem widoczny, natomiast w ZUSie powiatowym, do którego należę nie było mnie w systemie. Informatycy z poznańskiego ZUSu zadziałali i w 1,5 godziny wszystko było już ok.
Postanowiłem, że podzielę się tym wydarzeniem z Wami, by przestrzec innych, by koniecznie (obowiązkowo) robili ksero każdego jednego dokumentu i prosili o wbicie pieczątki organu, któremu zanosi się dany dokument. Pozwoli to na późniejsze załatwienie sprawy. Bo w razie gdybym nie miał ksera to w ogóle nie chciano by ze mną rozmawiać (tak podejrzewam).
pozdrawiam
ps jeżeli macie swoje historie, które chcielibyście tu opisać to chętnie poczytam. Pewnie nie tylko ja ale i wielu forumowiczów (i nie tylko) :)



