Witam.
Jestem tu nowy tak wiec WITAM WSZYSTKICH SERDECZNIE. Mam nadzieje ze pomożecie mi tutaj wyzbyc sie lęku przed otworzeniem własnej działalności, pokażecie właściwą drogę, zmotywujecie do działania.
Mam 19 lat. Jestem absolwentem LO. Ojciec załatwił mi prace u swojego znajomego - on uważa (ojciec) ze praca u kogos jest najlepsza, bo nie trzeba sie o nic martwic, kasa musi byc na czas itp.
Ja pracuje sobie u tego kolesia od kilku miesiecy. Wypłaty nie sa tragiczne (jak na mój wiek), kształtują sie od 1800 zł w góre (do reki). Jednak cały czas mam dziwne uczucie niespełnienia, niezadowolenia z siebie. Najbardziej jednak denerwuje mnie to że to co własciciel płaci mi jest tylko nedznym ochłapem z tego co on sam zarabia, praktycznie cały czas siedzac w domu. I to mnie boli najbardziej - że swoja ciezką pracą czały czas dorabiam prywaciarza. Jeszcze bradziej zdenerwowałem sie gdy jednego dnia kupil narzedzia (nie jest w tej chwili wazne jakie) za 25 000 zł co stanowi parenaście moich wypłat. Strasznie mnie to zdolowało, cały czas chodze jak struty, nie wiem co ze soba zrobic. Powiedziałem sobie ze długo w tej firmie nie zabawie, ze bede chciał prędzej (oby) czy pózniej isc na swoje i podziekowac temu szacownemu panu za zmotywowanie do działania.
I teraz pytanie do Was, koledzy/kolezanki forumowicze/forumowiczki:
Jak sie przełamac i samemu otworzyc jakis pierniczony interes?
Czym sie zmotywować?
W co wejsć zeby sie zwróciło (kasy swojej mam mało, ale mogę wziaść kredyt z Fundacji na rzecz wspierania przedsiebiorczosci)?
Jak zminimalizować ryzyko niepowodzenia?
Sam myslałem nad montazem automatyki do bram, bo mniej wiecej wiem o co w tym biega, znam producentów, jakos orientuje sie w cenach. We własnej działalnosci bardzo "kreci mnie" to ze nikogo nie ma nade mna, sam jestem swoim zwieszchnikiem. I nie chodzi mi tu bynajmniej o zarobki (chodz te na pewno sa wieksze) ale o fakt nie dorabiania nikogo.



