|
Sklep spożywczy na wsi - strona 5 |
Sklep spożywczy na wsiBiznes Forum ‹ Biznes, Dotacje z UP i UE ‹ Pomysł na biznes
Autor
Wiadomość
akurat tak się składa, że prowadzę taki sklep, miejscowość 500ludzi przy trasie tranzytowej, trzy sklepy konkurencji-dwa przy głównej trasie, jeden na uboczu, mój też jest na uboczu. pierwszy rok działalności 11k strat ale się nie poddawałem i trza było zasuwać a pracowałem naprawdę dużo, w drugim roku już 36k na plusie, właśnie zamykam trzeci rok i na oko licząc gdyby nie wydatki na remont sklepu myślę że będzie 50-60k do przodu, tak że chyba raczej niema co narzekać. myślę że ciągle mam przed sobą perspektywę rozwoju. wystarczą dobre chęci, mnóstwo potu, trochę gotówki na towar (ja zaczynałem z 11k z UP), najlepiej własny lokal i pozytywne nastawienie
I to mi się podoba pozytywne nastawienie cieżka praca i chęć osiągniecia sukcesu a efekty sami widzicie !!!
Słyszałem wiele razy ze sklep na wsi to absurd ze jest nieoplacalny i wszyscy je zamykaja ale to nieprawda... Przykładem jest kolega BRAWO i życzę dalszych sukcesów
Witam sklep spozywczy na wsi ???czemu nie ja sprubowalam 10 lat temu i funkcjonuje tylko wtedy myslalam inaczej a teraz tez! niestety niezroumcie mnie zle!jesli jestescie gotowi pracowac po min 13 godz dziennie czemu nie?urlop?jaki ?niepamietam pracownicy owszem!choroby?nie byly a jak byly to mimo nich pracowalam!bo musialam a nie ze chcialam -dzieci i rodzina mysle ze mi kiedys wybacza bo to ich przez te lata zaniedbalam -nikt tak na prawde nie napisze jak to wszystko wyglada od zaplacza! a szkoda jesli jestes gotow i naprawde zdecydowany nie odstraszam cie ale zobaczysz ze za pare lat!jak je przetzymasz moze wspomnisz o tym sobie co tu napisalam-warto to sobie przemyslec!powodzenia
Ale moje zdanie na temat pracy jest takie ze wszęndzie trzeba pracowac nigdzie cie nie posadzą. Ale jak masz własną działalność to przynajmiej pożądnie zarabiasz. Uwazam ze sklep spożywczy tomoze tak na poczatek póżniej zawsze można zmienić branżę. Pozdrawiam.
Witam.postanowiłem troche odświeżyc temat i zapytać sie zawodowców jak to jest z promocją takiego sklepu i czym przyciągnąć klijentów. nastepna sprawa to chciałem zapytać ile miej więcej zostaje po odliczeniu kosztów na czysto, wiem ze to jest indywidualna sprawa kazdego przedsiebiorcy bo to zalezy od wielu róznych rzeczy. ale dajmy nato ile płacimy podatku vat przy obrocie 50 000 zł (srednio). jeszcze bym prosił jak by było mozna co sie wrzuca w koszty. z góry dziekuje i mam nadzieje ze bardzo nie namieszałem.
Mrossa zmobilizowałeś mnie do tego żeby spróbować ci podpowiedzieć kilka rad które w moim przypadku przyniosły efekt, a początki swojego biznesu miałem takie same jak ty.
Na początku najważniejszy jest optymizm i podejście do biznesu,czyli nie od razu klienci muszą się pchać drzwiami i oknami.Choćbyś miał dzień gorszy jeśli chodzi o utarg to tym się nie przejmuj od razu tylko postaw się w roli klienta i popatrz obiektywnie z zewnątrz na swój sklep i zaobserwuj co zachęciło by cię żeby tam wejść i coś kupić.Może ładny front sklepu czysty z lśniącymi szybami,ładna reklama kolorowa dogodny parking na kilka samochodów,może stojak na rowery.Pomyśl i to zrób. Nic tak nie odpycha klienta jak delikatnie mówiąc nieporządek.W mojej miejscowości jak się dowiedzieli że będzie drugi (mój)sklep obok istniejącego z własną klientelą,to mówili że oszalałem i nie mam szans na przebicie się.To prawda że łatwo mówić bądź optymistą też miałem załamania,ale z perspektywy czasu chce ci powiedzieć że denerwując się zrobisz mniej dobrego dla własnego biznesu a tylko zdrowia szkoda.Musisz sobie powiedzieć "będe robił swoje" ,a efekty w końcu przyjdą.Ja zacząłem od remontu z zewnątrz nowe okna i drzwi aluminiowe z samozamykaczem w ładnym pomarańczowym kolorze kawałek kostki brukowej no i reklamę na którą właściwie nie można oszczędzać najlepiej podświetlaną.Przed sklepem wieczorem ma być po prostu jasno,a w sklepie jeszcze jaśniej na tym też nie oszczędzaj.Wewnątrz zawsze polecam światło ze świetlówek w kolorze ciepłym. Jeśli chodzi o ceny towarów które sprzedajesz to sam sobie odpowiedziałeś,że klienci idą do drugiego sklepu pomimo że jest tam drożej,bo cena według mojego doświadczenia jest rzeczą drugorzędną.Dlaczego lubisz kupować w hipermarkecie? Dlatego że czujesz się luźno i możesz się naoglądać do syta wcale nie kupując jeśli masz silną wole.Czyli jeśli klient wejdzie do twojego sklepu zadbaj o to żeby czuł się luźno i komfortowo.U mnie w sklepie zawsze gra muzyka,a ekspedientka młoda , zadbana i zawsze uśmiechnięta.Klientów przybywa.Wielu przeniosło się z tamtego sklepu do mojego i mówią mi że ten sklep wolą.Zauważyłem też jak zmotoryzowani klienci zatrzymują się żeby coś kupić.Patrzą na jeden i drugi sklep po czym wybór na ogół wypada na mój.Jest to recepta jak przyciągnąć kilku klientów.Na tym kończe wywód i podpowiadam: nie zaniżaj cen ,bo sam nie zarobisz i klientów nie zyskasz i jeszcze jedno nigdy nie daj na zeszyt ,bo stracisz nie tylko pieniądze ale także klienta. Dobry biznesmen obniża cene jednego towaru i go reklamuje a podnosi dziesięciu i w ten sposób zarabia pieniądze. Życzę powodzenia.
Witam Wszystkich!
mrossa jeśli masz małe obroty a jest to dopiero początek np. pierwsze miesiące działalności to się nie przejmuj. Jeśli natomiast jest to ponad rok to przyczyny mogą być inne. Sama piszesz, że ceny masz dobre, więc może przyczyna tkwi w braku zatowarowania. Rozejrzyj sie co ma konkurencja u siebie na półkach a potem wprowadź to u siebie. Postaraj sie zeby miec jeszcze wiekszy wybór niz oni. Jedyną z przyczyn małych obrotów w takich sklepach zazwyczaj jest brak towarów na ktore jest zapotrzebowanie w danej zamknietej społecznosci wiejskiej. Ludzie maja swoje przyzwyczajenia i nie kupia czegos innego. Jesli zas obroty mimo tego sie nie podnios ą wystarczająco to podnies marze, stopniowo podnoszac ceny na towary i obliczajac stosunek kozysci z wiekszej marzy do kozysci z wiekszego utargu, gdyz nie zawsze oplaca sie sprzedawac za grosze wiecej. Owszem jest wieksza rotacja, ale pracy tez jest wiecej. A ceny ZAWSZE beda nizsze w miescie i w marketach. Jesli chodzi o zysk to musisz pamietac ze i tak nie przyciagniesz ludzi tym do sklepu, poniewaz w pogoni za oszczednosciami grubsze zakupy ludzie na wsi robia w miescie a do ciebie przychodza tylko po to co zapomnieli i jak braknie im pieniedzy.
Co do pomysłu na sklep na wsi ...
Prowadzimy 2 takie sklepy jeden wiekszy drugi mniejszy i musze powiedziec, ze jest to wyjatkowo niewdzieczny kawałek chleba. Pomimo tego ze sklepy prosperuja dobrze to jestem niezadowolony. Zysk jest w zimie niski w lecie wysoki, srednio wychodzi ze da sie za to zyc, lecz jakosc tego zycia jest gorsza niz moze sie wydawac. Zapomnijcie o pracownikach, urlopie czy nawet wolnym dniu czy swietach. Prowadzac sklep nie ma sie wolnego, L4 niczego! Czy chory czy zdrowy człowiek musi pracowac , bo to nie zaklad gdzie jak braknie 1 osoby na 10 to nikt tego nie odczuje. Pracownicy oszukuja i kradna( mentalnosc polaków), jeden pracownik to koszt od 1600-2200zł miesiecznie z podatkami-czy naprawde tak trudno obliczyc ile trzeba utargu zeby utrzymac tylko 1 pracownika? Prod, paliwo, opłaty to ok. 1000 do 2000zł miesiecznie. Gdyby nie to ze sklep mamy we wlasnym budynku nie bylo by mowy o oplacalnosci tego interesu. Tak ze jesli ktos wyobraza sobie ze bedzie szefem sklepu siedzacym za biorkiem i dowozacym towary i obmyslajacym nowe promocje, odbebni swoje 8h i reszte zrobia za niego pracownicy to niech zapomni o zysku. Moze sie zdazyc ze jego sprzedawczyni bedzie wiecej zarabiac od nigo. I taka jest prawda moi drodzy. A wszystko to co napisał kolega z ameryki jest PRAWDA!!! Tu wystarczy kalkulator i minuta liczenia: koszy miesieczne przy wynajetym lokalu i 1 pracowniku to ok 5-7tys zlotych, trzeba utargowac okolo 30-50tys. zeby zwrocily sie same koszty! Dopiero powyzej zaczyna sie zysk. Procentowo wychodzi to okolo 2-6% od obrotów. My mamy troche wieksza marze niz wiekszosc sklepow, bo konkurencja jest mala ale i tylko dzieki temu plasujemy sie w gornych granicach tego przedzialu. Zapraszam do polemiki.
prezes77r w pewnym stopniu sie z tobą zgodze, ale jak to jest ze inni mają sklepy, prosperują bardzo dobrze i otwieraja nastepne a nastepni zamykają i narzekają. osobiscie znam faceta który 12 lat temu otworzył mały sklepik , stopniowo go powiekszał zarabiał inwestował dzis ma 4 sklepy w róznych miejscowosciach po około 200 metrów kwadratowych jeden, pracownice i ludzi jezdzących za niego po hurtowniach. jesli chodzi o mentalnos polaków z tym ze kradną to tez sie nie zgodze, to tak jak bys napisał ze wszyscy niemcy to nazisci- są ludzie i taborety jak mówią. a to czy interes sie uda składa sie bardo duzo czynników reklama zatowarowanie oswietlenie , wygłąd jest bardzo wazny. i troche szczescia tez jest potrzebne.Pozdrawiam
Witam,tak sobie czytam i w sumie to niechce negować, co ktoś napisał.Temat rzeka ,uzależniony od bardzo wielu czynników.Do rzeczy ,10 miesięcy temu otworzyłem mały sklepik spożywczy w mieście.Na przeciwko główna weterynarja ,co za tym idzie i ludzi w pobliżu sklepu,głównie ze wsi.Czterdzieści metrów od sklepu stacja paliw CPN.W pobliżu warsztaty szkolne,blok i domki jednorodzinne.Super podjazd dla samochodu,można podjechać prawie pod drzwi.Spytacie i co? Więc odpisze i LIPTON!Utarg jakieś 11 do 12 tysięcy miesięcznie.Owszem skorzystałem z dotacji ,ale przerobiłem częśc budynku mieszkalenego na ten sklep a więc na remony i pozwolenie wydałem jak na mnie kosmiczną kwote.Dziś juz wiem ,że spożywka to niewypał.Jest gorąco, lada i zamrażarka daje równo non stop,rachunek za prąd 480 zł mały ZUS 300, księgowa 300 zł na fajkach prawie nie ma zarobku do tego oczywiście koncesja za alkohol(mam tylko piwo,nie zarobił bym na wódce nawet na koncesje).Sumujac przy swoim lokalu,nikogo nie zatrudniając,zapierniczając od 5 rano do wieczora razem z żona wyszlismy na zero.(Zapierniczając to przenośnia bo sobie pisze własnie z zaplecza)Tak na zeroooo! Dobrze że zona pracuje na zmiany to i mi pomoże i Nas utrzyma cheche.Nie myślcie sobie ,że zaniedbałem wizerunek.Nowa elewacja wszystko aż się świeci a i ja pachący cheche sie wie i koszulka każdego dnia świerza:]
Kłaniam sie wszystkim po pas z babciami nawijam nawet o sexe,wedle zyczenia:] i wszystko na marne .Muszę sie jeszcze utrzymać do końca wakacji i będe wolny.Zadajecie sobie pytanie czemu tak sie dzieje.Ja nie, bo wiem skąd przyczyna.Ciągłe podwyżki ,nowe supermarkiety.Jak z nimi konkurowac, jak mają cześc artykułów tańszych jak na hurtowni.Tak własnie tańszychhhhhh.Ja za bułki z piekarni płace po 50 groszy ,a sprzedaje po 60 mając nadzieje ,ze przy bułce kupi ktoś coś jeszcze.Mógłbym tak pisac i pisać.Kolega z ameryki jakby przewidział wszystko ,tak jak by pisał o mnie.Swój Ci zazdrości i ominie.Przyjdzie brać na kreche, jak nie dadzą gdzie indziej, a z pieniażkami smignie dalej ,byle jak najdalej od Ciebie.To dopiero mój wstęp ,chętnie o tym pogadam.Najgorsze ,że nie mam pomysłu, na co sie przebranżowić.Może okna ,ale rynek nasycony ech Pozdrawiam wszaystkich serdecznie i głowa do góry i tak na końcu liczy sie tylko zdrowie.Będzie zdrowie,sie zarobi ale jak nie...........wiadomo.Więc zdrowia Wam zycze. Andrzej
Witam. Moi rodzice prowadzą sklep spożywczy od 15 lat. Mam obecnie 22 lata i wzrastam razem z tym sklepem, ale pracować w nim zacząłem w wieku 17 lat. Sklep znajduje się na peryferiach 18-tyś miasta. Do centrum jest 5 km, do Łodzi 10. Klient: pare domów na odludnej ulicy i dużo nowych domów w niedużej odległości (bogaci łodzianie, którzy przenoszą się za miasto). Przystanek tramwajowy i główna ulica około 100 m od sklepu. Pamiętam początki, jeszcze w drewnianej budzie, o powierzchni handlowej mniejszej niż nasze obecne zaplecze. Mimo to klienci walili drzwiami i oknami. Działkowcy latem szturmowali sklep. To były czasy kiedy o markecie nikt jeszcze nie słyszał, samochód miało niewielu i konkurencja też była skromna. W 2000 roku zbudowaliśmy sklep z prawdziwego zdarzenia. Standard europejski, pow. 40 m kw. Obroty jednak zaczęły spadać. zaczęły masowo powstawać markety w naszym małym mieście jest ich już 3 i 2 w budowie, nie mówiąc o Łodzi, która pod tym względem jest chyba polską rekordzistką... Sytuacja zaczęła wyglądać nieciekawie. w najgorszym miesiącu - lutym 2003 roku był najniższy obrót - 16,5 tyś. W zeszłym roku podjąłem walkę. Jestem młody i ambitny i chociaż nie wiąże swej przyszłości z tym biznesem (studiuję gospodarkę przestrzenną a sklep jest zajęciem tymczasowym) to jednak zależy mi na tym żeby osiągnąć możliwe najlepsze zyski. Rozwinęliśmy asortyment, mamy spożywkę, piwo, wino, gospodarstwo domowe i chemię oczywiście tą podstawową. Wprowadziłem nowe oznakowanie cenowe, zmieniłem ustawienie regałów i asortymentu. Widzę znaczną poprawę. W 2008 roku najgorszy miesiąc, luty oczywiście, to obrót rzędu 25 tyś. i chcę go jeszcze zwiększyć. Odniosę się jeszcze do wcześniejszych postów. Jeśli ktoś myśli o otwarciu sklepu na wsi to musi mieć świadomość, że taka społeczność jest zupełnie inna niż miejska. Uważam, że jeśli ktoś nastawia się na zysk z pijaczków, co będą pić pod sklepem to już zmierza do bankructwa. Sklep spożywczy to nie pijalnia piwa i innych alkoholi. Ja sam doświadczyłem tego. U mnie jest ogródek piwny ale pijaków nie ma. Przychodzą rodziny z dzaiałek na lody piwo i napoje. Nastawiliśmy się, że nasz sklep ma być typowym sklepem spożywczym, a pijaków przepędziliśmy na cztery wiatry. Są efekty. Więcej klientów przychodzi do sklepu, czują się komfortowo i bezpiecznie. Nie wysłuchują przekleństw, mogą spokojnie usiąść i odpocząć, nikt nikogo nie zaczepia. Ojej ale się rospisałem, ale myślę, że można ze sklepu żyć ale trzeba też mieć szczęście. pozdrawiam
Chciałbym jeszcze odnieść się do wypowiedzi Kmeb1973. Zgadzam się w 100% i napiszę jak to wygląda od zaplecza. Może tak, jeśli ma się sklep w dobrym punkcie z dużymi obrotami, jeśli zatrudnia się kilku pracowników, to można żyć całkiem nieźle. Jeśli jednak ktoś prowadzi sklep rodzinny, nie ma takich dochodów żeby zatrudnić pracownika, to prowadzenie sklepu jest ogromną męczarnią. Pracujesz od otwarcia do zamknięcia. Po zamknięciu trzeba czasami jechać po towar. Trzeba posprzątać i nie jest to bynajmniej tylko zamiatanie i mycie podłóg. Nie ma czegoś takiego jak zwolnienie lekarskie, nie ma czasu na choroby. Wolne weekendy??? raczej nie, no chyba że ma się sklep w takim miejscu, bądź ma się takich klientów że się nie odbiją. Nasz sklep nieczynny jest 7 dni w roku! Tak Boże Ciało, 1 Listopada, 2 dni Świąt Bożego Narodzenia i 2 dni Świąt Wielkanocnych, 1 Stycznia. Urlop??? Nie ma czegoś takiego. Ja z moimi rodzicami byłem najdłużej 3 dni w górach jak święta przypadły w piątek i sobotę. Na wszelkiego rodzaju imprezy idzie się po 20 po zamknięciu sklepu. A poza tym komu się chce bawić po 14 godzinach w pracy?? A jeszcze klienci. Oni potrafią człowieka doprowadzić do depresii. Może niektórzy potrafią ignorować ich docinki i chamstwo ale nie ja, ja się przejmuje wszystkim. Najgorsi są ci, co za swój cel życiowy postawili sobie psucie innym dnia od samego rana. Ile można tolerować pytania o świeże pieczywo w poniedziałek o 7 rano, kiedy stojak aż się ugina od ciepłego chleba... że ceny za wysokie, bo cię porównują do marketów z którymi nie da się walczyć... A jeszcze niekiedy trafiają się sąsiedzi, którzy będą tak zazdrościć ci tych "kokosów", że za wszelką cenę będą próbować cię zniszczyć, nasyłając PIH, sanepid. Jeśli jeszcze zyski są satysfakcjonujące to można zacisnąć zęby i dalej iść przed siebie, jeśli zaś zyski są tak niskie, że ledwie wiążesz koniec z końcem to naprawde warto zastanowić się czy nie zawiesić takiej działalności. Jedno jest pewne. Decydując się na sklep rezygnujesz z własnego życia w większym bądź mniejszym stopniu. To właśnie jest ta druga strona medalu i piszę to nie po to żeby kogoś zniechęcić tylko po to żeby każdy zdał sobie sprawę jak to jest.
przeczytawszy powyższy post dochodzę do wniosku że nie nadajesz się do prowadzenia interesu...jakiegokolwiek interesu...najlepiej by Ci było jakbyś znalazł sobie ciepłą posadkę najlepiej w budżetówce i tam wiódł spokojną sielankę, popijając kawkę z przyjaźnie nastawionymi współpracownikami. przychodzili by do Ciebie uśmiechnięci petenci ty byś odprawiał ich z kwitkiem a oni szczęśliwi wychodziliby szybko i po cichu do domu... źli i zawistni ludzie są wszędzie, nie dręczą tylko drobnych sklepikarzy tylko sieją zamęt wkoło siebie...na prawdę szczęśliwy ten kto niema w pobliżu siebie takich ludzi czy to sąsiadów, znajomych, kolegów z pracy. mam mnóstwo znajomych którzy mają własne biznesy i nie chodzi mi nawet o spożywkę czy nawet o handel. nigdzie nie jest lekko. nawet ci o których można powiedzieć że osiągnęli już sukces, gdzie ludzie na nich pracują też kiedyś startowali i zmagali się z trudnościami...
może jednak tak być że masz zapał, dobre chęci i pozytywne nastawienie jednak trafiłeś po prostu w złe miejsce, wybrałeś nie odpowiednią lokalizację biznesu i po roku, dwóch latach nie osiągasz takich zysków jakie Ci pozwolą godnie żyć lub nie dadzą satysfakcji z włożonej pracy to powinieneś się zastanowić nad zmianą branży..bo jak wiadomo podstawą takiego biznesu jest lokalizacja lokalizacja i jeszcze raz lokalizacja życzę samozaparcia i sukcesów
"Przeczytawszy powyższy post...", drogi Kubusiu przeczytaj dwa powyższe posty, zanim napiszesz że nie nadaję się na prowadzenie jakiegokolwiek interesu. Ja nie prowadzę tego interesu tylko pomagam rodzicom w trakcie moich studiów. Jeśli przeczytałbyś mój pierwszy post pewnie zorientowałbyś się, że udało mi się podnieść znacząco zyski sklepu. Unowocześniłem ten sklep, sprawiłem,że stał się bardziej przyjazny klientowi. Postawiłem się zwyczajnie w roli klienta i udało mi się zauważyć parę mankamentów, które już zmieniłem. Moi rodzice raczej są tradycjonalistami i nie bardzo chcieli moich zmian, ale dopiąłem swego i efekty już są. Drugi post był odzewem na stwierdzenie jednej osoby, że nikt nie napisze jak to wygląda od zaplecza. Napisałem więc, że jest to ciężka praca, szczególnie kiedy sklep prowadzą trzy osoby: rodzice i dziecko. Że czasem trzeba z czegoś zrezygnować, że decydując się na sklep musisz być dyspozycyjny bo świadczysz ludzią usługi. Może się zdażyć, że ktoś będzie kopał dołki pod tobą. Napisałem tu tą wredną stronę posiadania sklepu. Jeśli uważasz, że przelałem tu zbyt wiele goryczy to chętnie napiszę teraz jakie korzyści masz z posiadania sklepu. Jesteś swoim własnym szefem, obracasz codziennie dużą gotówką. Nie ma tak, że w portwelu jest pusto, zawsze można coś uczknąć. Masz coś własnego i jesteś również osobą publiczną. Nie będę tu więcej pisał. Ja jestem zadowolony z naszego sklepu. Myślę również, że nadaję się do prowadzenia biznesu. Jestem skrupulatny, dokładny i wymagam od innych dużo, bo sam od siebie wymagam dużo.
Pozdrawiam, tomek
Od kiedy to zus zwraca vat ? jakaś nowość
Przeczytaj również posty podobne do tematu "Sklep spożywczy na wsi - strona 5": - sklep spożywczy, sklep z firanami co otwierać? - Sklep spożywczy - kto ma sklep spożywczy - Sklep spożywczy + bar na wsi - sklep spożywczy
|
|