Witam serdecznie,
Skończyłem studia i co? I nie mam pracy a do Kerfura czy Lidla mnie zanadto nie ciągnie!
Więc pomyślałem o własnym, skromnym biznesie i potrzebuję Państwa rady.
Otóż, z uwagi na niewielkie środki własne, ale miałbym nadzieję zdobyć jakieś dofinansowanie dla absolwentów, czy coś w tym stylu, pomyślałem o usługach usuwanie pstrokatych obrazków zdobiących - niekoniecznie na życzenie właściciela - elewacje budynków, wagonów, kiosków i wszelkiej maści infrastruktury.
Powiedzie Państwo, na tym dałoby się zarobić coś?
Ile by musiał wynieść wkład własny?
Domyślam się, że auto, ciśnieniowa myjka na gorącą wodę (ktoś się może z Państwa zna, poleca jakichś producentów?) i środki. A cóż ponad to?
Dodam, że jestem z Warszawy, gdzie już kilka firm oferuje tego typu usługi, ALE to w końcu stolica - wielkie miasto, wiele fasad, wiele bazgrołów, mnóstwo potencjalnych klientów.
Myślicie, że to może wypalić?
A co na przykład z PKP/ZTM?
Czy tam tylko krewni i znajomi królika, czy może da się uczciwie coś zarobić?
No i wielki finał: ILE na tym można zarobić?
Z góry dziękuję za pomoc i pozdrawiam serdecznie.
Może jeszcze dodam, że myślałem nad systemem AGS - w Bielsku Białej jak się ma własną myjkę, przedstawiciel oferuje szkolenie za darmo.
Katalog Onetowy mówi, że są w Wawie 4 firmy usuwające graffiti, więc może i piąta by się zmieściła?



