Cześć.
Opiszę na początku moją sytuacje
Brak wykształcenia średniego...
Bardzo słaba znajomość języka angielskiego...
Brak jakichkolwiek nałogów
Mam prawo jazdy kat. B oraz samochód osobowy.
Jestem od ponad 1,5 roku bezrobotny.
Szukam już pracy jakiejkolwiek i niestety nic nie ma, przeglądam ogłoszenia w Internecie i też nie ma, złożyłem już może z 50 CV, dzwoniłem do wielu firm i niestety w każdej mówią że nawet nie myślą o zatrudnieniu osób, a jedynie o kolejnych zwolnieniach.
Jest już prawie marzec, powinny pokazywać się jakieś oferty lecz niestety nie ma nic.
Z każdym dniem jest co raz gorzej, każdego dnia jestem co raz bardziej załamany, nie widzę żadnej motywacji, pomysłu...
W urzędzie pracy brak ofert pracy, żadnych kursów!! Niczego!!
Widząc sytuacje na rynku pracy nie zanosi się aby było lepiej.
Myślałem też ostatnio aby może wyjechać gdzieś za granice np. do pracy sezonowej lecz i tu nie ma żadnych ofert, kiedyś było pełno teraz nie ma...
Odpowiadała by mi nawet praca typu zbieranie truskawek, sadzenie lasów itp najlepiej coś w Skandynawii bo tam się to jedynie jeszcze jako tako opłaca się.
Chciałbym w ogóle uciec z tego kraju, zamieszkać gdzieś w normalnym, spokojnym kraju w którym jeśli chce się pracować to praca jest i wynagrodzenie nawet za prace "tzw. zwykłą" będzie starczało na normalne stabilne życie.
W kraju gdzie człowiek ma jakąś wartość, w kraju gdzie nie myśli się jedynie o pieniądzach i jak przeżyć kolejny miesiąc. Nie chce być jakimś dorobkiewiczem czy osobą która tylko patrzy jak mieć kasę, a się nie narobić, ja po prostu chciałbym mieć rodzinę, stabilną prace w której za wynagrodzenie mógłbym żyć na stabilnym normalnym czy nawet niskim poziomie.
Niestety o tym mogę pomarzyć ewentualnie pościć podczas snu, póki co jest źle i zanosi się że będzie jeszcze gorzej.
Jedynym wyjściem jakie jeszcze widzę jest zrobienie miejsca pracy samemu sobie czyli założenie jakiegoś małego biznesu, -małego , ponieważ mogę maksymalnie na ten cel przeznaczyć sumę do 5.000 tys zł. Są to ostatnie pieniądze jakie jeszcze posiadam.
Wiem że nie jest to suma jakaś duża ale może jednak można wystartować z taką sumą z jakimś biznesem?
Nie mam niestety żadnych pomysłów jak taką sumę wykorzystać, myślałem żeby może kupić za tą sumę jakąś maszynę/ urządzenie i świadczyć jakieś usługi ale tu też brak pomysłu.
Ta nie duża kasa to moja jedyna szansa aby przetrwać aby spróbować odbić się od dna, jeśli skuszę czyli nie uda się skończę pod mostem. Mieszkanie które wynajmuje mam opłacone z góry jak jeszcze pracowałem, mam je opłacone do 30 kwietnia, oszczędności które miałem odłożone z ostatniej pracy poszły przez ostatni czas na bieżące opłaty bo sama kasa z urzędu pracy ledwo co starczała na życie. Zostały mi te ostatnie 5 tys. oszczędności i to moja jedyna szansa, muszę coś zrobić, muszę zaryzykować bo jeśli tego nie zrobię ta kasa pójdzie na życie a 30 kwietnia zostanę na bruku, nie mam rodziny, nie mam do kogo pójść, a jeśli zostanę bez mieszkania to już to będzie mój koniec już od tego się nie odbije także teraz to moja ostatnia próba odbicia się, ostatnia szansa.
Smutne jest życie gdy tylko się myśli jak przeżyć kolejny dzień i jak długo uda się utrzymać na tym bagnie, myśląc o tym nie ma szansy na hobby, przyjemności,zainteresowania, życie prywatne , motywacje czy przede wszystkim założenie rodziny, wszystko wygląda jak sytuacje zawarta w pewnej książce gdzie rybak który mieszkał z rodziną na bezludnej wyspie wyruszał co drugi dzień na morze po ryby (jedzenie dla rodziny) w rozwalającej się łodzi, rybak wiedział że kwestią czasu było kiedy łódź z rybakiem się rozwali i już nie wróci... tak też się stało. Rybak pewnego dnia już z morza nie wrócił a rodzina bez jedzenia długo nie pociągnęła... Historia oczywiście fikcyjna lecz dająca dużo do myślenia...
Ehhh...
Pozdrawiam





