Witam. Co myslicie o tym pomysle ? W miasteczku ok 20tys, gdzie nie ma jeszcze nic takiego. Jest lokal do wynajecia (ok 700 zl/mc) zaraz przy wejsciu do miasteczka studenckiego - zarazem blisko centrum miasta. Lokal jest maly, ale na ten typ dzialalnosci nie potrzeba nic wiekszego. W kazdym duzym miescie jest pelno roznych tostowni. Sam niekiedy zagladalem do takowej i za piątaka dostawalem duzego, chrupiacego toscika - wsam raz na zabicie malego glodu, albo po prostu dla samego smaku. Liczylem moje wydatki i ewentualne przychody. Jednakze nie jestem w stanie przewidziec jaki mialbym ruch. Jesli chodzi o comiesieczne wydatki - ty procz tych 7 stowek dla wlasciciela lokalu, doszedlby oczywiscie jednorazowy koszt zakupu wyposazenia - jednakze mysle, ze nie byl by on zbyt wielki. Doliczyc trzeba oczywiscie koszty prowadzenia dzialalnosci. Nie jestem pewien czy dobrze sie orientuje, ale nasza ukochana IV RP oferuje jakies znizki na ZUSie na poczatku dzialalnosci - powiedzmy, ze za ZUS placilbym jakies 300 zl + skladka zdrowotna ok 200. To daje mi juz 1200 zl miesiecznie. Doliczmy jakies koszty dodatkowe - nie wiem czy prad i inne oplaty sa wliczone przez tego wlasciciela w owe 700 zl czy nie. Szacunkowo okreslam swoje wydatki na jakies 1500 zl/mc. I teraz - ile musialbym sprzedac dziennie tostow ? :) Przy bardzo ogolnych szacunkach - na jednym toscie zarabialbym jakies 2-3 zl. Podzielmy te 1500 na 28 dni pracujacych w miesiacu... wychodzi lekko podad 50zl. Czyli dziennie jakies 20 tostow. Mysle, ze da sie zrobic. Przy zalozeniu, ze jedzenie bedzie dobre i studencka brac (i nie tylko) sie do niej przekona - 50 tostow powienienm pogonic.
Czekam na jakies sugestie i poprawki




