We wrześniu 2005 wynająłem mieszkanie lokatorowi za stawkę 300zł bez umowy. W lutym 2006 przeniósł sie on do nieco większego mieszkania a jego mijsce zajęła lokatorka także bez umowy. Tydzien temu skonczylem remontowac nastepne mieszkanie które wynajmuje kolejna osoba na tych samych zasadach. Problem polega na tym iz miesiac temu mieszkania pierwszego lokatora zostało zalana (nie zostało nic uszkodzne oprócz tynków) i wyprowadził sie ale to nie byla przyczyna jego odejscia poniewaz został zwolniony z pracy. W trakcie pobytu u mnie lokator dodał pare elmentów wyposazenie mieszkania za własne pieniadze.Oczywiscie rozmawialismy o tym wczesniej i mowilem mu ze bede mogł go spłacić za rok lub dwa poniewaz wkrótce bede mial dziecko, jednakze sytuacja sie nieco skomplikowala i on sie wyprowadzil, a oswiadczal ze bedzie mieszkal dłuzej (min. 3 lata). Teraz żąda zwrotu kosztów poniesionych na remont z tym ze te koszty sa stanowczo zawyzone np. 2 parapety drewniane 350zł kiedy ja mam takie za 120, halogeny 17zł szt. moje po 8zł, chwyt na papier toaletowy 80zł, robocizna pare stów w sumie wszystko 2000zł oczywiście są ładniejsze ale nie o to chodzi abym wkładał pieniądze dla kogoś kiedy sam mam bardziej ubogo. Do tego dochodzi niby zalany odkurzacz który działa normalnie a on go wycenił na 200. Zamierzam zaproponować mu aby zabrał swoje przedmioty lub policze mu po takich stawkach gdybym ja to robił.
Moje pytanie brzmi czy moze mnie straszyc jakimis procesami w sądzie?
Jak to jest z wynajmowaniem na czarno?




