Temat jest nieco odgrzany, ale w minionym tygodniu miałem rozmowę z człowiekiem, który zajmował się dystrybucją w MLM. Nie był na szczycie, ale i nie był na samym dole piramidy.
Wszystko się zaczęło kika lat temu, gdy zaczął sprzedawać w MLM-ie. Początki jak zwykle bywają trudne, ale po kilku miesiącach zaczęło być całkiem nieźle finansowo. Zdolność kredytowa spora, a więc i apetyty kredytowe spore. W ubiegłym roku sprzedaż (na osobę) zaczęła spadać, a ilość dystrybutorów lawinowo wzrastać. Kłopoty ze spłatą kredytów też już ujawniły się. Człowiek do niedawna nie mógł zrozumieć, co się stało. Wyjaśniłem mu: "Ludzie pracujący w MLM wypromowali produkt. Producent nie poniósł żadnych kosztów z tego tytułu, a teraz marka jest rozpoznawalna i ludzie nie są potrzebni. Ich miejsce zajęły net-shop'y, a paru cwaniaków ze szczytu piramidki podzieliło rynek między siebie. Pacyfizm i uprzejmość ober-menedżerów wobec szeregowych i kaprali MLM-u skończyły się w pewnym momencie". The end of story!




