logomarta napisał(a):Freebiz- rzeczywiście więcej ludzi będzie miało czas na atrakcje turystyczne jednak jeśli będzie zakaz handlu to kto ich obsłuży, gdy zechcą choćby coś zjeść?
Jak wynika z wypowiedzi handlarzy to jest ogranicznie wolności, bo dlaczego rząd się ma interesować tym co kto robi w niedzielę? Poza tym co mają powiedzieć właściciele stoisk, którzy w niedziele robia bardzo wysokie obroty? Zakaz handlu to mniejsze zyski i możliwe zwolienia. Dla przykładu u mnie w mieście co niedzielę odbywa się giełda. Ludzie kupują na niej co chcą, to czego zapewne nie zdążyli kupić w tygodniu. Giełda jest do godz 12 więc nie odrywa ludzi od planów rodzinnych, turystycznych czy innych. Poza tym jeśli handlarz chce pracować w niedzielę to jego sprawa.
Nie wiem jak to działa w krajach gdzie jest to wprowadzone ale nie wyobrażam sobie jechać gdzieś w niedzielę n wycieczkę i niemóc kupić sobie pamiątki albo wypić kawy..
Pozdrawiam
Nie jest normalne, żeby pracować przez 365 dni w roku. Oczywiście większość sklepikarzy, sieci handlowych i handlarzy jest zainteresowana, albo wręcz przymuszona do handlu przez konkurencję. A sprawa Biedronek, innych sieci supermarketów i hipermarketów, gdzie jeszcze dziś obowiązuje zasada: "Albo przychodzisz do pracy w niedzielę, albo w poniedziałek dostaniesz wymówienie w trybie dyscyplinarnym.
Jeżeli będzie zakaz niedzielny obowiązujący wszystkich, to w niedzielę nie będzie obrotów, ale wzrosną w pozostałych dniach tygodnia. Po prostu: obroty tygodniowe będą takie same.
Dziwię się, że co niektórzy powołują się na wolność, natomiast nie powołują się na to, że w Polsce demokracja jest "sterowana", że istnieje 5% próg wyborczy. Spierajmy się dalej o szczegóły.
Najbardziej fanatycznie podchodzą do "wolności" handlu w niedzielę pracocholicy, harujący po 15-16 godzin na dobę od poniedziałku do soboty. Po góra dziesięciu latach takiej pracy, oni są wyekploatowani i bezużyteczni dla koncernów. Zastępuje się ich "nowszymi zasobami ludzkimi". W wieku trzydziestu paru lat "ich czas się skończył", a dopóki są użyteczni nie mają czasu na zakupy w tygodniu i na nic innego poza pracą. Jeśli uda się nawet takiego "zwabić" na grila w niedzielę, czy drinka, brydża itp., to po dwóch rozdaniach delikwent oznajmia, że musi już wszystkich opuścić, bo ma do zrobienia raport kasowy i nową prezentację dla klienta na poniedziałek rano. Tych ludzi powinno się leczyć, a przynajmniej limitować im czas pracy. Bo jak ich zwolnią, to kasa się szybko kończy, a potem leczą ich społecznie z naszych składek ZUS poprzez NFZ.
A koncerny eksploatujące ludzi do tego stopnia powinny być obciążane dodatkowymi składkami na ubezpieczenie zdrowotne oraz karami za nadmierną eksploatację pracowników.




